Taksówkarz cz. I

taxi

Jedna z moich koleżanek miała teorię dotyczącą męskich zawodów i ich powiązania z one-night-stand’em. Teoria ta brzmi następująco: Jeśli zależy Ci na niezobowiązującym sexie, a po wszystkim nie chcesz gościa już widzieć, są trzy grupy zawodowe, które nie zawodzą w tym temacie: dj’e, barmani i taksówkarze.

– Taksówkarze?! – zdziwili się moi samotni koledzy, gdy podzieliłam się teorią koleżanki przy piwie. -W takim razie zakładamy korporację! – Powodzenia…

Czas szybko minął przy piwie i w dobrym towarzystwie. W zawrotnym tempie nastała północ, a że był to dzień pracujący, postanowiłam wezwać taxi. Boję się wracać sama do domu w nocy.

Lekko podchmielona wsiadłam do samochodu i od razu zobaczyłam, że kierowca jest w moim typie. Po chwili przypomniałam sobie o czym rozmawiałam z kolegami i zarumieniłam się. Z drugiej strony, zawsze można porozmawiać.

Rozmawialiśmy o knajpie z muzyką na żywo z której wracałam. Później zeszliśmy na temat pracy. Taksówkarz zapytał czy do mojej pracy można przychodzić z kacem. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że nie miewam kaca i zapłaciłam za kurs. Wydając mi resztę, powiedział z uśmiechem, że podobno ludzie nie cierpiący na kaca, mają gen alkoholika. Nie mogłam przez to spać. Może rzeczywiście przestać trzeba przestać pić? Poza tym, trochę z niego cham.

Nie zapamiętałabym tej podróży, jak wielu innych, ale spotkaliśmy się po czterech dniach. Zaprzyjaźnione małżeństwo poprosiło bym zaopiekowała się ich synkiem i tym sposobem, drugi raz tego tygodnia wzywałam taxi. Podchodząc do samochodu wywnioskowałam, że to ten sam kierowca. -Dobry wieczór. -Dobry wieczór. Co za zrządzenie losu, jest godzina 22:22. Bardzo lubię tę godzinę i 11:11.

Zszokowało mnie takie powitanie, ale powiedziałam, że 22:22 to także moja ulubiona godzina. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jest w niej coś magicznego. To już nie wieczór, ale jeszcze nie noc – idealny moment na wyznawanie sekretów. Tego dnia okazało się, że to dobry moment na poznanie kogoś interesującego.

-Jechaliśmy razem wczoraj?

-Nie. Odwoził mnie Pan w poniedziałek.

-Tak? Jak ten czas szybko leci… Wracając do tematu godzin, to jest ciekawy film, gdzie godzina 11:11 jest bardzo ważna. Chwilę później główny bohater odnajduje miłość swojego życia.

Zaintrygował mnie. Miałam wrażenie jakbyśmy się znali od dawna i podjęli dawno przerwaną rozmowę. Podał mi tytuł filmu i jeszcze chwilę zachęcał do obejrzenia. Słuchałam go zafascynowana.

-Dla mnie godzina 11:11 również jest bardzo ważna.

-Tak? Dlaczego? – zamilkł. – Jeżeli Pan nie chce opowiadać to zrozumiem.

-Chcę, ale nie wiem czy zdążę.

-Spróbujmy. – odpowiedziałam z uśmiechem.

-Ok. Biorę udział w rajdach jako kierowca. Mam kilka osiągnięć na swoim koncie. – wyciągnął telefon i pokazał parę zdjęć. – W dzień jednego z najważniejszych rajdów, obudziłem się dokładnie o 11:11. Pojechałem bardzo dobrze. Spotkałem również mojego idola. Następnego dnia, jakby na domknięcie tej sytuacji, obudziłem się również o 11:11. Zapłaciłam za kurs, a kierowca wręczył mi paragon. Przez chwilę wpatrywał się we mnie ogromnymi niebieskimi oczami.

-Na paragonie jest moje imię i nazwisko… gdyby Pani chciała zobaczyć filmiki na YouTube’ie z moich rajdów…

Było to najdziwniejsze zdanie jakie słyszałam. Zresztą, nie pasowało do naszej rozmowy. Myślałam, że będzie chciał mój numer telefonu. Może po prostu stchórzył. Jeszcze przed zaśnięciem, obejrzałam kilka filmików rajdowych. Kolejnego dnia obejrzałam polecany przez kierowcę film. Od dawna nie byłam pod tak wielkim wrażeniem. Pomysł na historię – świeży, dobrze zbudowane postacie, wciągająca fabuła. Gra aktorska odtwórcy głównego bohatera odrobinę drewniana, ale ogólna ocena – majstersztyk. Po obejrzeniu filmu zaczęłam intensywniej myśleć o Panu taksówkarzu. Postanowiłam odnaleźć go na fb. Głupio tak zapraszać do znajomych, więc napisałam krótką wiadomość, gdzie podziękowałam za polecenie filmu. Nie odpisał. Nigdy wcześniej nie pisałam do nikogo spoza grona znajomych, sama też nie otrzymałam wiadomości od kogoś obcego. Może do niego nie dotarła albo tak po prostu miało być. Miał pozostać wspomnieniem, innym spojrzeniem na mężczyzn, których poznaję. „Mistycznym taksówkarzem” – niczym co można połączyć z one-niht-stand’em.

4 Comment

  1. Prostokąt pizzy says: Odpowiedz

    Wiadomość weszła mu do folderu „Inne”. Nikt tam nie zagląda 🙂

    1. a. says: Odpowiedz

      Teraz już wiem… dowiedziałam się o tym pół roku później, ale o tym opowiem innym razem 🙂

  2. Prostokąt pizzy says: Odpowiedz

    no to czekam 🙂

  3. osia_roza says: Odpowiedz

    W niedzielę rano pierwsze co zrobiłam to weszłam’ tutaj i zaczęłam czytać 🙂 Czekam na dalsze nietuzinkowe historie i tym samym życzę Ci ‚niekończącej się’ weny. Czyli takiej, która z upływem czasu skończy się, jeżeli chodzi o kwestie randkowania i przejdzie swoją transformację 🙂

Dodaj komentarz