Szydło, wieszak i otwarta szafa

dreamcatcher

Przygotowuję ten wpis patrząc na moją, uroczą szafę wbudowaną w ścianę. Wyjęłam z niej ciężkie i przesuwane drzwi, dla własnej wygody. W jej wnętrzu trzymam tylko moje ciuchy, buty i walizkę, która tutaj służy mi za kosz na brudną bieliznę. Dla ozdoby i ochrony przed koszmarami powiesiłam w niej również łapacz snów. Choć nie mam tajemnic, nie lubię gdy ktoś zagląda do niej bez mojej zgody. Czy zdjęte drzwi uprawniają kogoś kto mnie nie zna do decydowania jak mam poukładać w szafie? Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro pozostawiam szafę otwartą, sama proszę się o interwencję. Gdy poproszę kogoś o radę, na pewno przemyślę jego słowa, ale ostatecznie sama zdecyduję o mojej szafie. Można by było pomyśleć, że w sprawie mojej macicy też mam prawo podjąć decyzję. Jednak okazuje się, że nie do końca, bo robi się z tego przedmiot sporu całego kraju. Niech żadne szydło nie zakrada mi się tam nieproszone. Gdy zdecyduję się powiesić w szafie druciany wieszak to niech to nie będzie wyraz protestu, a moje prawo.

Moje zaprzyjaźnione małżeństwo od dawna straszy się przed zaśnięciem szepcząc „Szydło” w ciemności. Nikt chyba jednak nie zakładał, że wraz z nowym rządem nastaną tak mroczne i przerażające czasy. Może to mocne słowa jak na osobę, która nie ma kompetencji do wypowiadania się w temacie. Nie mam zamiaru temu zaprzeczać, bo w końcu jestem zwykłym szaraczkiem, który w dodatku wyjechał z kraju. Dlatego zapewne tak bardzo mnie boli to, co dzieje się w Polsce. Ponadto czuję się mocno odpowiedzialna za wynik wyborów. Od ukończenia 18-tego roku życia byłam dobrym obywatelem (obatelem) i zawsze głosowałam. Ten jeden raz nie poszłam na wybory. I to nie z jakiegoś podniosłego powodu, nie na znak protestu, nie dlatego, że przestałam wierzyć w mniejsze zło (choć to też) i również nie dlatego, że nie było na kogo głosować (tutaj zawsze liczę na Latarnika). Po prostu wymeldowałam się z jednego miejsca, a jeszcze nie zdążyłam zameldować w drugim. Proza życia, mała wtopa i taka sroga kara z milionami poszkodowanych. No, ale tak sobie pomyślałam: może nie będzie źle, parę nowych gęb, broszki i polityka lewicowa ubrana w konserwatywny garniturek. Szydło może i ma polipy w nosie i Jarka na karku, ale dam jej te sto dni. Jednakże, nie dała mi szansy dać sobie szansy. Jeb – Trybunał. Jeb – TV Narodowa. Jeb – te biedne konie. Jeb wystąpienie w Parlamencie UE (straciłam godzinę życia bezpowrotnie). Jeb – pińcet +. Jeb, jeb, jeb, jeb – spór o projekt ustawy antyaborcyjnej. Nie byłam, nie jestem i mam nadzieję, że nie będę feministką. Jednak całkowity zakaz aborcji uważam za początek końca praw człowieka w Polsce. Od czegoś trzeba zacząć…

Ja nie usunęłabym ciąży. Nie wiem jakie zmiany zaszłyby w mojej głowie po gwałcie. Jednak w ostatnim czasie niewiele brakowało, a mimo to podtrzymuję moje zdanie. W tym miejscu pragnę podkreślić, że jest to moje zdanie i nie mam zamiaru potępiać kobiety o odmiennych poglądach. Kobiety, której taka decyzja nie przychodzi z łatwością i beztroską, jak często obrazują to zaciekli przeciwnicy aborcji. Po co ją napiętnować, wytykać palcami i machać przed oczami makabrycznymi zdjęciami rozerwanych płodów?! Widziałam strony internetowe zarówno przeciwników jak i zwolenników. Wszędzie hardcore i co się zobaczyło to już się nie odzobaczy. Spór jednak sprowadza się do zarodków i płodów, które choć kluczowe, nie są jedynymi najważniejszymi uczestnikami. Zajmijmy się kobietą. Wiem, wiem, bez sensu zajmować się kobietą, która chce pozbyć się ciąży. Mimo to popatrzmy na nią. Zawsze jest powód, który prowadzi do decyzji o aborcji. Co do pierwszej grupy przyczyn mam cały czas mieszane uczucia, ale podejdę do analizy bez osądzania. Zacznę od grupy powodów, które ogólnie można nazwać przyziemnymi, choć dla tej konkretnej kobiety, żaden z wymienionych, takim nie będzie.

  • jest zbyt młoda
  • nie skończyła jeszcze szkoły
  • to nie ten mężczyzna
  • zawiodły środki antykoncepcyjne

Ta kobieta chce mieć wpływ na swoje życie i zaplanować jak je przeżyć. Zresztą to ona będzie żyć z tą decyzją, dlaczego ma jej samodzielnie nie podjąć?

Inna sytuacja: Kobieta zachodzi w ciążę i jest cała w skowronkach. Tapetuje pokój, kupuje ciuszki i słyszy od lekarza diagnozę, iż płód rozwija się nieprawidłowo i dziecko, o ile dojdzie w ogóle do porodu, będzie bardzo chore albo umrze zaraz po urodzeniu. Idzie do innego lekarza, ale diagnoza jest ta sama. Kobieta przeżywa dramat. Dajmy jej w spokoju pomyśleć. Niech to będzie jej intymna chwila, na analizę wszystkich rozwiązań. Gdy postanowi co zrobi, uszanujmy to, bo bez względu na decyzję i tak wystarczająco dużo bólu przed nią. Podobnie powinniśmy postąpić w przypadku, gdy ciąża zagraża życiu kobiety. Jakie mamy prawo do piętnowania za to, że chce żyć? Może ma dzieci, które potrzebują jej opieki. A jeśli ich nie ma, to dlaczego świadomie ma skazywać jeszcze nienarodzone dziecko na życie bez niej?

Nadal nie spada liczba ciąż z przemocy. Nie chodzi tylko o gwałty dokonane przez obcych napastników, ale i te wciąż będące tabu, dokonywane w zaciszu domowym. Tutaj wystarczająco wiele jest nienawiści, wstydu i wstrętu. Pomóżmy tym kobietom, nie osądzajmy, przedstawmy wszystkie możliwości.

Wiem, że osób przeciwnych aborcji i jednocześnie niosących pomoc kobietom jest sporo. Niestety zbyt rzadko pojawiają się oni w mediach by podreperować ogólny wizerunek krzykaczy grożących ogniem piekielnym, a nie proponujących rozwiązań. Są fundacje, które pomagają kobietom, które pomimo przeciwności losu zdecydowały się na utrzymanie ciąży. Dostają pomoc zarówno jeśli będą wychowywały dziecko po urodzeniu, ale również wtedy gdy zdecydują się na oddanie go do adopcji. Świadczą pomoc kobietom, które psychicznie nie radzą sobie po aborcji. Niestety niewiele słychać głosu tych ludzi, ale może właśnie dlatego, że robią coś dobrego… Prawdą jest też to, w szeregach takich organizacji są fanatycy, co rujnuje ich spójność i odstrasza wystarczająco już zagubione kobiety.

Do niedawna byłam zdania, że dotychczasowa ustawa, zwana kompromisem, byłaby ok gdyby jej przestrzegano. Wtedy kobieta uciekająca się do aborcji, nie musiałaby się wstydzić i być szykanowana. Pamiętajmy, że dosięgnęła ją jedna z tragedii (gwałt, potwierdzona diagnoza choroby płodu lub przewidywana śmierć z powodu ciąży). Zmieniłam zdanie, na bardziej liberalne, gdy dowiedziałam się o Consolatynie. Nie wiecie co to takiego? Spieszę z odpowiedzią: otóż jest to zestaw antydepresyjny po utracie dziecka. W skład wchodzi: modlitewnik, ulotka oraz ikona z Matką Boską (samą, bez dzieciątka Jezus). Na opakowaniu – takim jak od leku, czytamy: „Wskazania do stosowania:

  • utrata dziecka
  • poronienie naturalne
  • poczucie winy, lęki
  • stany depresyjne po utracie dziecka
  • przerwanie ciąży
  • syndrom poaborcyjny
  • in vitro”

Rozumiem, że to ma duchowo wesprzeć kobietę w bardzo trudnych chwilach, ale dlaczego jest tam „in vitro”? Ok, podczas tej metody nie wszystkie zarodki przeżywają. Jednak podczas naturalnego zapłodnienia również bywa i tak, że zarodek nie zagnieździ się w macicy. Naturalnym zdaje się być, dodanie na opakowaniu wskazania dla kobiet, które miały więcej niż jeden okres. Czy teraz za każdym razem gdy przeżywam te cudowne dni, mam opłakiwać każde zużyte środki higieniczne? Paranoja. Kobieta, która zaszła w ciążę z pomocą metody in vitro, powinna cieszyć się swym stanem, zamiast ubolewać nad zarodkami. Czy na pewno ma czuć się winna, że po latach starań i wyczerpaniu innych dostępnych środków w końcu będzie mamą?

Te tematy wzbudzają we mnie silne emocje i dlatego postanowiłam zabrać głos. Bardzo boli mnie fakt, że żyjemy w świecie tak pełnym absurdów. Z jednej strony są konserwatyści, którzy twierdzą, że kobiety dokonujące aborcji częściej zapadają na nowotwór piersi (czyżby groźba?) oraz, że zgwałcone, ciężarne kobiety mają dawać „dar z siebie” innym.  Z drugiej strony feministka, która nie daje nikomu się wypowiedzieć i kompromituje się w kilku stacjach telewizyjnych. Czy ktoś jej w końcu powie, że serce na głowie to nie jest dobry pomysł? Czy statek – matka w końcu się po nią zgłosi? No i gdzieś między tym wszystkim, papież Franciszek, którego odpowiednie cytaty są używane przez obie strony jako jokery w tej dyskusji. Franciszek stanowczo sprzeciwia się aborcji, ale nakazuje rozgrzeszanie ludzi za jej dokonanie.

Zakończę ten wpis parafrazą Clive’a Staples’a Lewis’a :

„Mam nadzieję, że nikt z czytających nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy; ale jeśli ktoś z was przeżył coś strasznego – jeśli płakał całą noc, aż zabrakło mu łez – to wie, że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju. Człowiek czuje się tak, jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć.”

Lew, czarownica i stara szafa”

Wpis dedykuję wszystkim kobitkom.

Dodaj komentarz