Przystojniak cz. III i ostatnia

Choć wydarzenia opisywane w części I i II miały miejsce w listopadzie 2015, to długo zastanawiałam się jak potoczyłaby się ta historia, gdybym wtedy nie wyszła tak wzburzona. Jednak, za każdym razem gdy wahałam się czy odebrać telefon lub czy odpisać na smsa, przypominałam sobie, co powiedział wychodząc za mną na klatkę schodową: Masz rację, ten drugi test był niepotrzebny.

Z czasem, wiele się zmieniło w moim życiu i wspomnienie o pewnym siebie Przystojniaku zaczęło blednąć. Tym bardziej, że spotkałam kilku „wyjątkowych” Panów, o których opowiem Wam przy okazji kolejnych wpisów.

Początkiem października 2016 dostałam smsa z numeru Przystojniaka:

P. -Do twarzy Ci z tą zmianą. Niemal Cię nie poznałem.

A. – Dziękuję.

Tylko na tyle się zdobyłam, bo nawet nie wiedziałam co napisać. Byłam przekonana, że w przeciągu roku, dawno o mnie zapomniał i testuje kolejne kandydatki. Mogłam nie odpisywać, ale ciekawość co on ma do powiedzenia, wzięła górę. Zachęcony odpowiedzią z mojej strony, zadzwonił. Zaczął od tego, że widział mnie kilka dni wcześniej na mieście i wahał się czy się odezwać. W konsekwencji uznał, że najwyżej nie odpiszę. Liczył jednak na to, że dam mu szansę na wyjaśnienia i pokazanie, że się zmienił. Umówiliśmy się następnego dnia w restauracji na Mokotowie. Kwiecista nazwa idealnie pasuje do tego miejsca. Latem, obiad jedzony tam na patio, zapewne pozwala myśleć, że jest się we Włoszech. Natomiast przepych wnętrza początkiem jesieni i twarze znane z serwisów informacyjnych, sprawiały, że czułam się tam zupełnie nie na miejscu. Jak polny kwiat w ogrodzie różanym. Zadbałam o elegancki strój, by nie wyróżniać się aż nadto.

P. – Bardzo ładnie wyglądasz. Przefarbowanie się na blond to dobry wybór.

A. – To była taka spontaniczna decyzja. Uległam namowie mojego fryzjera.

P. – Co, pewnie gej?

A. – Tak, ale niekoniecznie widzę związek.

P. – No wiesz, oni chyba mają lepsze wyczucie w kwestii kolorów. Oczywiście nic do nich nie mam…dopóki trzymają się z daleka od mojego tyłka.

Posługiwał się oklepanymi stereotypami na temat homoseksualistów, ale to jeszcze nie świadczyło, że jest homofobem. Mimo to, uruchomił się mały dzwonek alarmowy w mojej głowie.

Po zamówieniu dań, postanowiłam rozpocząć temat, który nurtował mnie najbardziej.

A. – To powiedz mi, o co chodziło wtedy z tymi pieniędzmi. – starałam się nadać żartobliwy ton tej wypowiedzi, tak jakbym wspominała anegdotę.

P. – Przeholowałem, tak?

A. – Myślę, że łagodnie to ująłeś. Normalną rzeczą byłoby kilka banknotów, ale nie cały stos.

P. – Nie wiem jak to nazwać… Chciałem zrobić na Tobie wrażenie, zobaczyć jak zareagujesz.

A. – Miałam do wyboru dwie rzeczy: pomyśleć, że jesteś kompletnie nieodpowiedzialny i nie masz szacunku do pieniędzy lub że to jest jakiś test. Tylko nie wiem czego miałby dowodzić.

P. – Też do końca nie wiedziałem. Głupio wyszło… ale najważniejsze, że znów się widzimy. – uśmiechnął się odsłaniając śnieżnobiałe zęby. Również się uśmiechnęłam, choć tylko delikatnie. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że robię to ostatni raz tego wieczoru.

Jedzenie i wino było genialne, bez dwóch zdań. Gdy kończyłam mój obiad, zauważyłam, że Przystojniak przygląda mi się, więc zapytałam o co chodzi.

P. – Hmm, nie myślałaś o poprawieniu ust?

A. – Co masz na myśli? – łudziłam się, że może chodzi o szminkę.

P. – No, chociaż wypełnienie górnej wargi, bo masz taką wąską. Mogę Ci to załatwić, to nie problem.

Myślałam, że się przesłyszałam.

A. – Tak? A Ty co sobie poprawiłeś?

P. – Nie, no, ja nic nie muszę sobie poprawiać. Wiesz, podobasz mi się, ale zawsze można coś ulepszyć. Operacje plastyczne pomagają pozbyć się kompleksów i dobrze, że są.

Wtedy zrozumiałam jak bardzo się różnimy. Stało się jasne dla mnie, że nie wpasuję się do świata o jakim zaczął opowiadać, o koleżankach, które dążyły do doskonałości poprzez silikon i kwas hialuronowy. Dłuższy czas milczałam, bo nie miałam nic w tym temacie do powiedzenia. Przynajmniej nic takiego, co mogłoby mu się spodobać. Ja wyleczyłam się z kompleksów bez skalpela, ale wątpię by w to uwierzył. Rozmowę płynnie przekierował z operacji plastycznych na czarny protest, który miał miejsce kilka dni wcześniej.

P. – …i nagle wszystkie sobie zażyczyły, powiem więcej, zażądały żeby je wypuścić wcześniej z pracy. Co miałem zrobić? Powiedziałem żeby szły. Siła złego na jednego. Jak chciały moknąć na Krakowskim Przedmieściu, to przecież ja nie będę im tego bronił. Może coś ugrały, w końcu to ważna sprawa.

A. – Też uważam, że nie należy tej kwestii lekceważyć … – miałam nawet powiedzieć więcej o moim zdaniu na ten temat, ale Przystojniak dodał:

P. – Tak, powinni w ogóle refundować wszystkie skrobanki.

Zastanawiałam się, jak to się stało, że nie zauważyłam tego wcześniej. Może dopiero teraz poczuł się przy mnie na tyle swobodnie, by mówić cokolwiek mu przyjdzie do głowy.

Sięgnęłam po kieliszek z winem, odchyliłam się do tyłu, wygodnie opierając się na krześle i patrzyłam badawczo na mojego rozmówcę. Już wiedziałam z kim mam do czynienia, tylko rozważałam co zrobić. Mogłam wyjść jak poprzednio, tym razem z pełnym obrazem sytuacji. Jednak, postanowiłam dowiedzieć się co jeszcze kryje się w Przystojniaku. Igrałam z ogniem.

P. – Mam nadzieję, że Ty nie jesteś z tych „wyzwolonych”. – mówiąc ostatnie słowo, przekręcił oczami.

A. – Co masz na myśli mówiąc „wyzwolonych”? – zapytałam łagodnie.

P. – Jedną z feministek, które nienawidzą mężczyzn. Te, które walczą o bóg wie co i palą staniki. Tylko wiesz, feminizm się kończy tam, gdzie trzeba wnieść kanapę na szóste piętro. – kolejny stereotyp, który skwitował salwą śmiechu.

A. – Nie, nikim takim nie jestem. Lubię mężczyzn, staniki kupuję zbyt drogie by je palić. Mieszkam na drugim piętrze, więc też nie mam tego problemu z kanapą.

P. – I dzięki bogu. – sarkazm nie został odczytany.

A. – A czy ty jesteś seksistą?

P. – Nie… – zawahał się – Nie, no dlaczego? Przecież wypuściłem dziewczyny wcześniej z pracy.

Trzymając kieliszek z winem, nachyliłam się nad stolikiem, spojrzałam mu prosto w oczy i powiedziałam, chłodno i ironicznie:

A. – Otóż dlatego, słodki Przystojniaku, że traktujesz kobiety przedmiotowo i czujesz się od nich lepszy. Nie patrz tak na mnie. Nie mam zamiaru Cię przekonywać na siłę, że tak jest. Masz ten rodzaj kompleksu, którego nie usunie się operacyjnie. No bo, powiedz mi jak to jest możliwe? Skoro przewyższasz kobiety w każdym możliwym aspekcie, dlaczego – zrobiłam wymowną pauzę – prezesem twojej firmy nadal jest twoja mamusia?

Wiedziałam, że trafiłam w czuły punkt. Był wściekły. Wściekły do tego stopnia, że nie potrafił znaleźć riposty. Na domiar złego, okazało się, że kilka osób przysłuchiwało się naszej rozmowie od dłuższego czasu i zaczęło bić brawo. O dziwo, większość stanowili mężczyźni. Zły i zdezorientowany Przystojniak sięgnął po portfel, odliczył banknoty i rzucił na stół kwotę odpowiadającą jego części rachunku.

P. – Za siebie będziesz musiała sama zapłacić – powiedział na odchodne i wyszedł.

Nie byłam z siebie dumna. Przystojniak miał na tyle donośny głos, że mógł przykuć uwagę ludzi przy innych stolikach, jednak nie wiedziałam, że przysłuchiwano się również moim odpowiedziom. Jeden mężczyzna, nawet podszedł i pogratulował mi opanowania. Nie odczuwałam satysfakcji z ośmieszenia Przystojniaka, czułam ją tylko dlatego, że stanęłam w swojej obronie.

4 Comment

  1. Chciałabym nie wierzyć, że tacy Przystojniacy chodzą po świecie naprawdę. Ale niestety wiem, że tak jest.

  2. GForce says: Odpowiedz

    Mamusia?! Ale musiało zaboleć 😉

    pozdrawiam, g.

  3. Maggie says: Odpowiedz

    Świetne. Uważam, że trzeba całość wydać w postaci tomików dla tych mniej odważnych dziewczyn.

  4. Nick Tita says: Odpowiedz

    Brawo Ty, potrzeba właśnie takich zdecydowanych bab, żeby ten świat jakoś funkcjonował… 😉

Dodaj komentarz