Najlepszy przyjaciel

Niedawno obejrzałam film pt. „Jeden dzień”. Choć nie jestem fanką romantycznych opowieści, to ta ujęła mnie. Kilka scen nakręcono w Edynburgu, który jest szczególnie bliski mojemu sercu. Początkowo to skusiło mnie najbardziej, bo fabuła wydawała się banalna. Historia dwojga przyjaciół, którzy zakochują się w sobie i żyją długo i szczęśliwie. Ona – inteligentna okularnica, która ciężko pracuje. On – bogaty, przystojny dupek. Niemal „Love story”. Niestety muszę zaspoilerować, by ten wpis miał sens. Pod koniec filmu, gdy wydaje się, że już jest pięknie, główna bohaterka ginie w wypadku. Dodaje to realizmu i skłania do refleksji.

Z moim Najlepszym Przyjacielem poznaliśmy się osiem lat temu. Nasze firmy blisko ze sobą współpracowały. Z czasem, prywatnie zakumplowałam się z grupą dziewczyn, do której należała Jego kobieta. Nie minęło wiele czasu, a dołączył do nas również On. Przez kilka lat spotykaliśmy się sporadycznie, przy okazji różnych imprez, zarówno służbowych, jak i prywatnych. Lubiliśmy się, ale była to bardzo luźna znajomość. Niemniej jednak, imprezy z naszym udziałem były zawsze epickie.

Jednego razu, podczas spotkania w pubie namówił mnie, bym nauczyła go podstawowych kroków salsy. Był tak zdeterminowany, że załatwił odpowiednią muzykę i rozsunął stoliki. Po długich namowach, zgodziłam się. Mój Przyjaciel lubi opowiadać, że gdy zaczęłam tańczyć, siedzący za mną gość, przerwał rozmowę ze znajomym i patrzył jak zaczarowany. Po chwili podszedł do mnie i pogratulował sposobu w jaki się ruszam.

Kiedy indziej, tak dobrze bawiliśmy się na imprezie karaoke, że nieustannie wbiegaliśmy na scenę, gotowi śpiewać. Byliśmy tak pijani, że obojętne nam było jakie imiona wywoływano.

Przez jakiś czas nastała cisza na łączach. Wtedy Mój Przyjaciel zakończył swój długi związek, a ja się zaręczyłam. Gdy i ja zainicjowałam rozstanie z narzeczonym, postanowiłam odnowić stare znajomości i On był pierwszy na liście. Spotkaliśmy się na obiad i choć stamtąd do przyjaźni przebyliśmy jeszcze długą drogę, to był z pewnością punkt zwrotny naszej znajomości. Teraz jesteśmy dla siebie wsparciem na dobre i na złe. Wiemy o sobie niemal wszystko. „To dlaczego nie jesteście razem?” – zapytacie.

Jesteśmy przyjaciółmi i może to bardzo filmowe by płynnie przejść z tego stanu do związku. Tylko, nie każda para przyjaciół tak robi i nie każda powinna. Są cechy, które nie przeszkadzają nam u przyjaciela, ale u życiowego partnera mogłyby stanowić poważny problem. Choć wierzę w to, że zestarzejemy się razem w domu spokojnej starości, to nie wyobrażam sobie budzenia przy nim każdego ranka. Pewnie dlatego, że wiem jak ta twarz potrafi wyglądać we wczesnych godzinach 😉

Mam nadzieję, że nauczymy się w końcu grać w brydża. Jeśli nie, to jako para staruszków, nasze rozmowy o życiu będą odbywać się przy partyjce remika. Opowiemy sobie milion razy o rzeczach, które planowaliśmy zrobić, a które nigdy nie doszły do skutku. „Ach… Pamiętasz jak mieliśmy pójść na pilates albo zdrowy kręgosłup?” Pogadamy o związkach tych mniej lub bardziej udanych, wrócimy do odległych wspomnień o sexie, bo to zawsze jakaś rozrywka.

Jednak, tak na wszelki wypadek, tak by pozostał trwały ślad, nawet jeśli nasze drogi się rozejdą… Napiszę z głębi serca, jak tylko potrafię najszczerzej: Nigdy więcej się ze mną nie kłóć i nie obrażaj, bo to kurwa bez sensu! Czasem po prostu boję się, że wydarzy się coś, co uniemożliwi nam pogodzenie się.

P.S. Rzadko oglądam smutne filmy, ponieważ skłaniają mnie do pesymizmu.

a.

9 Comment

  1. Grażyna says: Odpowiedz

    Piękna, chociaż trochę smutna historia. W każdym razie prawdziwa przyjaźń jest o niebo więcej warta, niż niezbyt udany związek. Życzę Wam wielu wspaniałych, wspólnych lat!

    1. a. says: Odpowiedz

      Wcale nie taka smutna, chyba, że masz na myśli film/książkę „Jeden dzień”. Wtedy tak, muszę się zgodzić – smutna historia.

  2. Nie widziałam filmu, o którym piszesz – znam książkę i znam zakończenie, i nie mogę się z nim pogodzić, więc już nie miałabym przyjemności z oglądania filmu. Poza tym Anne Hathaway nie pasuje mi do roli Emmy.
    Ja też mam swojego ukochanego najlepszego przyjaciela. Nasza historia jest nieco inna. Mój przyjaciel był dość długo (parę lat) zakochany we mnie. Na szczęście w naszym przypadku „zostańmy przyjaciółmi” zadziałało. Myślę, że jako przyjaciele jesteśmy o wiele lepsi niż kiedykolwiek moglibyśmy być jako para. Pewnie rozstalibyśmy się dość szybko (serio, nie wytrzymałabym z nim) i byłabym wspominana jako ta zła kobieta. A teraz? Nie ma takiej siły, która mogłaby nas rozdzielić 🙂

    1. a. says: Odpowiedz

      Dziękuję za podzielenie się Twoją historią 🙂

  3. Nick Tita says: Odpowiedz

    Salsa to bardzo seksowny taniec, dziwię mu się że nie powziął żadnych kroków 🙂

    1. a. says: Odpowiedz

      Może obawiał się, że nie dotrzyma mi kroku w tańcu 😉

  4. Nick Tita says: Odpowiedz

    Aż tak dobra jesteś? 🙂

    1. a. says: Odpowiedz

      Trudno mi to ocenić, ale po prostu lubię tańczyć. 🙂

  5. Bliskość ma różne oblicza. Prawdziwy przyjaciel, to wielki dar, chociaż w relacjach damsko-męskich przyzwyczajeni jesteśmy do innych zakończeń…;-)

Dodaj komentarz