Kucharz

Rzecz się działa w kwietniu 2016 roku…

 

Podczas mojego pomieszkiwania w Szkocji, w przerwach od szukania pracy, korzystałam z aplikacji z płomyczkiem. Z satysfakcją odkryłam kilka zasadniczych różnic w używaniu tego serwisu Polsce i w Szkocji. Pierwsza to taka, że moja uroda cieszy się tam sporym zainteresowaniem. Druga, to cel użytkowników. Znacząca większość (przynajmniej mężczyzn) chce randkować. Początkowo podchodziłam do tego zjawiska z przymrużeniem oka. Niestety moje doświadczenia z polskiego płomyczka, w pewnym sensie spaczyły moje postrzeganie. Nadal podtrzymuję tezę, że wszędzie można poznać fajne osoby, jednak należy mieć twardą skórę przy odrzucaniu jednoznacznych i niewybrednych propozycji.

Z Kucharzem szybko znaleźliśmy wspólny język. Nie zwlekał długo by zaproponować spotkanie. Na pierwszą randkę umówiliśmy się w knajpce o słodkiej nazwie „Treacle” (przyp. melasa). Jako godzinę spotkania podał około ósmej. Mam taki defekt, że na randki zazwyczaj docieram odrobinę przed czasem. W tym przypadku nie było inaczej, choć pojawiłam się tylko na 10 minut wcześniej. Dopiero poznając Kucharza, na własnej skórze doświadczyłam szkockiego totalnego wyluzowania…

19:50 zjawiam się przed „Treacle”. Początkowo stoję na stromej uliczce, ale błędnik zaczyna mi wariować , więc siadam przy stoliku na zewnątrz.

20:00 siedzę sama

20:10 siedzę sama i nerwowo spoglądam na telefon

20:15 dostaję sms, że już jest blisko

20:30 nadal siedzę sama przed wejściem

20:35 obiecuję sobie, że za 5 minut się zmywam. Otrzymuję jednak sms, że jest już tuż – tuż i żebym poczekała

20:50 jestem zmarznięta (choć w ciepłym płaszczu i ciepłych butach) i podchodzi do mnie uśmiechnięty Kucharz w cienkiej kurteczce narzuconej na kwiecisty T-shirt.

Z początku było mi przykro i czułam się zlekceważona, jednak szybko okazało się, że nie taka była jego intencja. Przeprosił za tak długie spóźnienie i kupił mnie szarmanckim zachowaniem. Pomimo jego silnego szkockiego akcentu, rozmawiało nam się świetnie. Opowiadał o swojej pracy, która jednocześnie jest jego pasją. Okazało się, że pracował w wielu restauracjach Edynburga, zarówno tych ekskluzywnych jak również tych, o bardziej zróżnicowanej klienteli. Dociekał jakie smaki są typowe dla polskiej kuchni. Z uwagi na moje zamiłowanie do gotowania, dałam się ponieść tej rozmowie. Po kilku drinkach obudziła się we mnie patriotka regionalna i dużo uwagi poświęciłam opisowi żurku kujawskiego. Zafascynowanie malujące się na twarzy Kucharza, upewniło mnie, że poszło mi całkiem nieźle w promowaniu narodowych dań.

Nawet nie wiadomo kiedy, zrobiło się bardzo późno. Kucharz odprowadził mnie na postój taksówek, gdzie nastąpił kolejny szok kulturowy (przynajmniej dla mnie). Pomimo, że nasze trasy się nie pokrywały i jechaliśmy osobnymi taksówkami, nalegał by zapłacić za mój kurs. Powiedziałam, że czuję się urażona taką propozycją. Był bardzo zdziwiony moją postawą. Odparł, że jest tak wychowany, że gdy kogoś zaprasza, to płaci za wszystko, również za powrót. Udało mi się jednak go przekonać, że nie warto się upierać przy jego stanowisku.

Jeśli miałabym zrobić ranking najlepszych randek w życiu, to druga randka z Kucharzem znalazłaby się na silnym drugim miejscu. (Randki z miejsca 1 i 3 jeszcze przed nami :-))

Na drugie spotkanie umówiliśmy się na około południa i tym razem był punktualnie. Pogoda była piękna, niemal jak na zamówienie, gdyż wybieraliśmy się na piknik do ogrodu botanicznego. Ja upiekłam muffinki. Kucharz przygotował słone przekąski. Kupiliśmy tylko kawę na wynos w pobliskiej kawiarni i ruszyliśmy do ogrodu. Jeśli kiedyś będziecie w Edynburgu, z całego serca polecam to miejsce. Jest pięknie zaprojektowane i utrzymane, a rośliny dokładnie opisane na tabliczkach. Jednak cechą szczególną tego ogrodu botanicznego jest to, że pracują w nim wolontariusze, którzy z czystej pasji dbają o jego wygląd.

Lunch w takiej scenerii był całkiem romantyczny. Opowiadaliśmy o sobie i poznawaliśmy się. Gdy już zjedliśmy i zwiedziliśmy ogród zewnętrzny, Kucharz wprowadził mnie (po znajomości) do szklarni, gdzie jest piękny zbiór roślin z najróżniejszych zakątków świata. Cały czas było między nami to przyjemne napięcie towarzyszące nowym znajomościom. Ukradkowe spojrzenia, powstrzymywanie chęci złapania za rękę drugiej osoby. To była bardzo udana randka.

Kucharz zaprosił mnie na kolejne spotkanie. Po randce w ogrodzie botanicznym, nie moglam się doczekać by znów się z nim zobaczyć i dowiedzieć się co wydarzy się tym razem. W dniu spotkania pogoda uległa załamaniu i choć kilka dni wcześniej było wiosennie i słonecznie, wtedy gwaltownie sie ochłodziło. Gdy jechałam autobusem, zaczął padać śnieg. Nie zmartwiłam się zbytnio, bo w końcu byliśmy umówieni w restauracji.

Kilkakrotnie zmieniał godzinę spotkania, bo miał problemy w pracy. Powiedziałam, że nic na siłę, że możemy spotkać się innego dnia. Zapewniłam, że nie potrzebuję wyszukanej restauracji i spotykam się z nim dla niego. Koniec końców ustaliliśmy, że widzimy się o 21:30.

Czekałam półtorej godziny i wróciłam do domu. Nie pojawił się, nie zadzwonił i nie napisał. Z jednej strony martwiłam się, że coś się stało, z drugiej byłam zła na niego i na siebie.

Po powrocie do domu odczytałam wiadomość na fb, że coś go zatrzymało w pracy i gdy dotarł do restauracji powiedziano mu, że już wyszłam. Złość odpuściła, nawet się uśmiechnęłam. Nie odezwał się przez dwa kolejne dni. Napisałam, krótką wiadomość, że przykro mi, iż chciał mi zaimponować ekskluzywną restauracją, a nie pojawieniem się na czas. Podziękowałam ponownie za randkę w ogrodzie botanicznym i zapytałam, dlaczego mnie wtedy nie pocałował lecz nie doczekałam się odpowiedzi.

Po powrocie do Polski, dałam znać, że zaczynam nową pracę. Wtedy przeprosił mnie za wszystko i przyznał, że schrzanił sprawę, choć bardzo mu się podobałam.

Wyluzowane podejście do życia, jednak jest mi obce… Choć po poznaniu Kucharza, nie złoszczę się już na spóźnialskich 🙂

Dodaj komentarz