Koksu, w pewnym sensie hardcore’owy

photo-1423598885756-9b4b0fdcb934

Przychodzą takie chwile w życiu kobiety, kiedy bardziej zaczyna zwracać uwagę na wygląd facetów lub jej dotychczasowy typ ulega poważnym zmianom. Czasem takie zmiany mogą zaślepić albo nawet zagłuszyć.

Wcześniej zwracałam uwagę na chudych blondynów o niebieskich oczach. Im wyższy i chudszy tym lepiej. Ten młodzieńczy typ porzuciłam na rzecz wyższego poziomu testosteronu – muskulatura i rzednące włosy. Tak szybko jak pojawiła się ta fascynacja, z równą prędkością wyleczyłam się z niej. W tym czasie aktywnie korzystałam z aplikacji z płomyczkiem. Początkowo wyśmiewałam Panów z nagimi torsami, jednak wraz z kolejnymi zdjęciami, zaczęłam subiektywnie ich oceniać. Pewnego razu dłuższą chwilę zawiesiłam się na jednym ‚kaloryferze’. Teraz już wiem, że czasowo odebrało mi to rozum… Przesunęłam jego zdjęcie w prawo, czyli polubiłam. Jak można było przewidzieć, on również przesunął moje zdjęcie w prawo. Przez kilka dni prowadziliśmy standardowe, zapoznawcze konwersacje. Wymieniliśmy się numerami telefonów i na zaproszenia na randkę nie musiałam długo czekać. Pierwsze spotkanie było krótkie. Umówiliśmy się na spacer, ale zaskoczył nas deszcz. Zanim jednak pogoda pokrzyżowała nam plany, było całkiem miło. Widać, że ma opanowany repertuar pierwszo-randkowy. Postanowiliśmy spotkać się następnego dnia i tu zaczął się dramat. Umówiliśmy się w kawiarni, wydawało mi się, że to wystarczająco neutralny grunt. Gdy zjawił się w drzwiach z wielkim bukietem czerwonych róż, poczułam się skrępowana. Podziękowałam i doceniłam gest, w końcu za krótko mnie znał by wiedzieć, że to są jedyne kwiaty, których nie cierpię. Na początku rozmowa szła dobrze. Chociaż rozmawialiśmy tylko o nim. Opowiadał o swoich ćwiczeniach na siłowni (ze szczegółami) i o tym jak motywuje innych – super, potrzebni są tacy ludzie. Choć on uważa inaczej, w jego życiu nie ma miejsca dla kobiety. Po dwóch godzinach, już wiedziałam, że nic z tego nie będzie. W związku z tym nie mówiłam nic o sobie, ale od czasu do czasu zadawałam pytania, tak dla zabawy.

 

-Studiowałeś, tak?

 

-Tak, ale to nie dla mnie. Tacie obiecałem, że zrobię maturę, a potem spróbowałem studiów. Było za trudno…

 

Ok… to z innej beczki.

 

-A jakie książki czytasz?

 

-Nie czytam książek, bo nie wszystko rozumiem co w nich jest. – tekst rodem na makatkę albo przewrotny motywator.

 

-Ale jak to? Czego w nich nie rozumiesz? – dociekliwość nawet nie wynikała ze złośliwości, tylko z czystego zdziwienia.

 

-Noooo… nie wszystkie słowa rozumiem. – po tym zdaniu, nie byłam w stanie się pohamować.

 

-Mhm, ale wiesz, że mózg działa podobnie jak mięsień i należy go ćwiczyć?

 

-Tak, wiem, wiem. – ta skrucha w oczach i niewyczucie sarkazmu, niemal złamało mi serce. Żal mi się zrobiło głupiutkiego, naiwnego misia. Pozostało mi jedynie rozstać się z nim i życzyć by żadna podła jędza nie wykorzystała w przyszłości jego słabości.

 

Teraz już nie zwracam uwagi na maksymalnie napakowanych gości… jednak doceniam bicepsy, jeśli idą w parze z fajnym mózgiem 🙂

Dodaj komentarz