Bojkot Walentynek

wVlfnlTbRtK8eGvbnBZI_VolkanOlmez_005
*uwaga, wpis zawiera wyjątkowo: reklamę filmu i jedno poważne przesłanie.

Dobiega końca Walentynkowy weekend. To już trzeci dzień z rzędu, gdzie na ulicach, w parkach, kawiarniach, restauracjach i wszędzie indziej widać zakochane pary. Trochę trąci to banałem i wygląda na to, że ludzie tylko w lutym kochają. Nigdy mnie to nie wkurzało, a nawet cieszył mnie widok zakochanych, gdyż widziałam w tym nadzieję dla siebie. Od dzisiaj zmieniam zdanie…

Baaardzo długo czekałam na ukazanie się filmu „Deadpool” i nie ma lepszego filmu na bojkot Walentynek. Wybrałam się do kina z parą, która jest rzygająca tęczą codziennie (więc jeden dzień w roku odpuszczają) i z dwoma kumplami. Bardzo dobrze, że kolega kupił bilety z wyprzedzeniem, bo w kinie kolejki do wszystkiego były po prostu niedorzecznie długie. Kolejka do kas, kolejka do biletomatów, kolejka do popcornu, pierwszy raz stałam w tak długiej kolejce do wejść na sale. Wyjątkowo, miejscem gdzie były najkrótsze kolejki były toalety. Muszę przyznać, że film wymiata. Od pierwszych sekund wiadomo, że film jest zajebisty i z każdą chwilą tylko zyskuje. Od dawna tak się nie śmiałam. Odrobinę obawiałam się czy historia mojego drugiego ulubionego bohatera komiksu nie zostanie zniszczona, ale dali radę 🙂

Wracałam tramwajem z jednym z kumpli i w 10 minut staraliśmy się nadrobić miesiąc kiedy nie widzieliśmy się. Gdy się zorientowałam, że mój przystanek już tuż tuż, zerwałam się z miejsca i wymieniłam się buziakiem z moim kolegą. Po chwili stwierdziłam, że w sumie mam jeszcze moment i niepotrzebnie się żegnałam. Kolega na to, zareagował żartem, który go zawstydził:

-Zrobiłem to za wcześnie, a w Walentynki to niewybaczalne.

Uśmiechnęłam się i odparłam.

-Nic tu nie zaszło, zapominamy o sytuacji. Nie zgub się – następny przystanek jest Twój.

Zostawiłam zaczerwienionego kolegę w tramwaju, a ja w całkiem dobrym humorze ruszyłam w stronę domu. Po drodze minęłam kilka przytulonych par i stwierdziłam, że pewnie dzisiaj będzie mało ludzi w supermarkecie. Dlatego też odbiłam w boczną uliczkę by skrócić sobie drogę i to był mój błąd. Jeden z moich przyjaciół dziwi mi się, że wracam taksówką do domu w nocy. Jednak to wcale nie takie głupie. Zdążyłam zrobić kilka kroków, po czym ktoś z dużą siłą popchnął mnie w stronę ciemnego zjazdu na parking. Zaszedł mnie od tyłu, szarpnął, lewą ręką zaczął podduszać, a prawą macać. Także w tym momencie już mi się wyklarowało, że oddanie kasy z portfela nie załatwi sprawy. Wydaje się, że tak łatwo krzyczeć, ale wcale nie. Po pierwsze szok, po drugie strach, po trzecia ta jebana ręka na Twoim gardle. Próbowałam się uwolnić, odgiąć tę duszącą mnie łapę. W takich chwilach każda sekunda staje się wiecznością. To zwolnione tempo ma też swoje plusy, bo gonitwa myśli, również zwalnia i przypominasz sobie złotą zasadę: ryj, splot słoneczny i jaja.  Gdy prawa ręka zeszła z piersi na tyłek, opuściłam głowę i uderzyłam mocno w tył. Mój oprawca zawył i poluzował trzymanie. Wtedy uderzyłam w splot słoneczny łokciem, ale to nie wyszło mi najlepiej, ale kopniak między nogi był bezbłędny.  Miażdżąc mu jaja, spojrzałam na jego ryj i uciekłam. Wróciłam na główną ulicę, między ludzi. Tak się zakończyła niespodziewana „randka w ciemno” w Walentynki. Uspokoiłam oddech i poszłam do supermarketu. Poza podstawowymi zakupami, kupiłam także antystresową kolorowankę dla dorosłych – teraz mi się przyda. Robiąc coś tak normalnego jak zakupy, zaczęłam się zastanawiać czy TO się w ogóle wydarzyło. W kolejce do kasy, za mną stał jakiś spóźniony „zakochany” z kwiatkiem w doniczce. On właśnie, zaczepił mnie i uświadomił, że mam mocno rozerwaną kurtkę. Dopiero to uświadomiło mi, że sytuacja sprzed 10 minut jest prawdziwa i mam na to dowód. W gruncie rzeczy dobrze, ze założyłam kurtkę puchową…

Dziewczyny uważajcie na siebie, a jak nie daj Boże coś się wydarzy, walcie zwyroli po jajach.

Dodaj komentarz